Już po warsztatach „Otrzymacie Jego moc…” | Ruch Światło-Życie diecezji gliwickiej
Comments are off for this post

Już po warsztatach „Otrzymacie Jego moc…”

13.02.2016r. w Bytomiu-Karbiu odbyły się warsztaty „Otrzymacie Jego moc…”, które poprowadziła Diecezjalna Diakonia Ewangelizacji. Przez cały, bardzo intensywny dzień, trwały konferencje i ćwiczenia, których celem było ożywienie naszego pragnienia dzielenia się Ewangelią z innymi oraz zdobycie ku temu konkretnych narzędzi i wskazówek.
W trzech blokach warsztatowych pochylaliśmy się kolejno nad: kerygmatem i tym, jak dzielić się nim z innymi, wykorzystując każdą życiową okazję; świadectwem i tym, jak je przekazać, aby było jak najbardziej umacniające dla tego, któremu je głosimy; wizją pomnażania i wzrostu naszych wspólnot oraz dzieleniem się naszym doświadczeniem i wizją wspólnoty.
Nie zabrakło też czasu na rozmowy, wspólny obiad, kawę lub herbatę. Tworząc jedną, wielką, rodzinną wspólnotę, doświadczaliśmy mocy tego, któremu należy się zawsze PIERWSZE MIEJSCE.
Chwała Panu za ten czas!

Zapraszamy do galerii: tutaj.

Świadectwa po warsztatach:

„Czas warsztatów „Otrzymacie Jego moc…” był dla mnie czasem odzierania się z tego, co moje i przekierowywania się na to, czego chce Jezus. Mówienia tego, co chciałby On, żebym powiedziała, a nie tego, co dla mnie wygodne. Całkowitego oparcia się na Nim.

Widziałam i doświadczałam tego, jak Pan Bóg troszczy się o ten czas i jak bardzo Go chce:  jak prowadzi nas jako Diakonię- tak w przygotowaniach, jak i podczas warsztatów, jak porusza serca wszystkich obecnych na warsztatach. Jezus pokazał mi też po raz kolejny- bardzo mocno- środowiska mojego życia, gdzie potrzeba ewangelizacji oraz konkretnych ludzi, którym nie mogę nie opowiedzieć Nim. Chwała Panu za ten czas! Niech cały czas rodzą się jego owoce w nas!”

Ania Piechaczek

„Przyznaję, że mimo obecności w Diakonii Ewangelizacji w większości przygotowań do warsztatów #otrzymacieJegomoc nie uczestniczyłam. Najczęściej podczas różnych wydarzeń organizowanych przez Diakonię posługiwałam przez mówienie świadectwa. Teraz miało być inaczej – miałam zająć się sferą marketingową i robieniem zdjęć, co mieści się w kręgu moich zainteresowań i talentów, które otrzymałam od Boga. Mimo wszystko na początku pomyślałam: „Okej, zajmę się tym, co mi wychodzi. Nie musi to być świadectwo”, ale trudno mi było w pełni przyjąć, że „nie będę robić nic duchowego” i nie będę w taki sposób posługiwać. Zbliżały się warsztaty i zaproponowałam jeszcze kilka dni przed, że mogę powiedzieć świadectwo, gdyby była taka potrzeba. Nie było. Dzięki temu Pan Bóg nauczył mnie tego, że to On zna miejsce, czas i sposób w jaki chce, żebyśmy posługiwali. To doświadczenie pomogło mi jeszcze bardziej zobaczyć, jak bardzo każdy z członków Diakonii Ewangelizacji jest w niej potrzebny i, że Pan Bóg ma nie tylko niesamowity plan dla naszego życia, ale także swój, najlepszy plan dla naszego posługiwania innym.”

Agata

„Dziękuję Dobremu Panu, za Waszą obecność, za wasze świadectwo, które mi pokazało i ciągle mówi (przez cały dzisiejszy dzień, wieczór i noc), że Ruch Światło-Życie jest bardzo żywy przez to życie, które jest w Was, i to mnie mega umocniło, by ciągle szukać tych możliwości posiadania siebie w dawaniu siebie. I dziękuję za doświadczenie Żywego Kościoła. To był czas wielkiej łaski i doświadczenia Dobrego Pana.”

Przemek Pastuszka

Świadectwa życia:

„Mam na imię Wojciech. Wywodzę się z rodziny, gdzie wiara była traktowana tradycyjnie. Mój kontakt z Bogiem zakończył się w VI klasie szkoły podstawowej. W młodości byłem osobą o bardzo niskiej samoocenie i robiłem wszystko, aby się nie wyróżniać, również w sensie negatywnym.

Jednak Bóg nieustannie stawiał na mojej drodze ludzi, którzy poruszali moje sumienie i pokazywali drogę do Niego. W pracy kolega mi podarował ewangelię św. Jana, matka kolegi ulotkę z informacją jak odmawiać różaniec, w wojsku widziałem jednego z kolegów modlącego się (w latach 80-tych było to czymś nie do pomyślenia w armii). Oni mi imponowali, lecz pomimo tego nie miałem odwagi, aby odpowiedzieć na Jego wołanie.

Z moją przyszłą żoną poznaliśmy się w czasie dla nas niezwykle trudnym- Grażynce zmarł ojciec, a ja wyszedłem z wojska po 2,5 letniej służbie w stanie wojennym. Nasze ideały i nadzieje runęły z upadkiem Solidarności. Trudno było znaleźć sobie miejsce. Pan upomniał się o nas, stawiając nam ponownie na drodze ludzi, którzy nie mówili wiele o Bogu, lecz mieli Go w sercu.

Przełomem był fakt, że w tym samym czasie byliśmy proszeni w naszych rodzinach, by być chrzestnymi dzieci naszego rodzeństwa. Nauki dla rodziców chrzestnych stały się moją pierwszą katechezą po wielu latach. Tam przedstawiono mi Boga kochającego, nie takiego, o jakim słyszeliśmy na lekcjach religii (SPRAWIEDLIWEGO, który za dobro wynagradza, a za zło karze). Nasze randki stały się też poszukiwaniem PRAWDY w lekturze ks. Malińskiego, w „O naśladowaniu Chrystusa” A’Kempisa. Gdy stwierdziliśmy, że chcemy wspólnie iść przez życie, odrabianie zaległości katechetycznych przed ślubem było głębszym odnajdywaniem prawd wiary. W dniu ślubu byliśmy pewni, że wspólnie chcemy nasze życie budować na Skale i to wtedy zaprosiliśmy Go świadomie do naszego życia.

Po ślubie został głód – pragnienie dalszego wędrowania za Nim. Ks. Proboszcz przygarnął nas do wspólnoty młodych małżeństw. Był to czas pierwszej emigracji i wnet zostaliśmy sami. Wielokrotnie byliśmy zapraszani na spotkanie kręgu Domowego Kościoła, jednak baliśmy się, gdyż było to dla nas coś nieznanego – spotkania w domach jak sekta?! Po kolejnych zapewnieniach, że na spotkaniu będzie ksiądz- zdecydowaliśmy się. Okazało się, że było to to, czego oczekiwaliśmy. Wspólnota małżeństw – rodzin szukających Boga, modląca się! Przepełnieni radością, pozwoliliśmy Bogu wzrastać w nas i czekaliśmy na każde, kolejne spotkanie kręgu. Wspólnota modląca się, a w niej Bóg, który przytulał nas do serca w chwilach trudnych, bo życie nie zmieniło się. Nadal przeżywaliśmy dramaty odejścia bliskich (rodziców i dzieci). Nadal doświadczaliśmy chorób i różnych cierpień. Lecz Pan dał siłę do ich przetrwania. Dał wspólnotę, która się modliła, która przybliżała nas do Niego i do siebie. Dał nam z czasem dar służby- diakonii. Teraz my tworzymy nowe kręgi, aby Jego miłość pomagała innym małżeństwom wzrastać do świętości.

Wiem, że to On mnie przemienia każdego dnia i daje siłę, by świadczyć o Nim i głosić Jego chwałę.”

Wojciech Wizental

„Zawsze byłem blisko Boga jako ministrant, lecz moja wiara była krucha. Wstydziłem się Boga; tego, że należę do Liturgicznej Służby Ołtarza. Problemy zaczęły się już w podstawówce- z nieczystością i pornografią. W gimnazjum doszedł alkohol, a z czasem i samookaleczanie. Szukałem pomocy w żyletce i fałszywych przyjaciołach. Problemem,  który też oddalał mnie strasznie od Boga, okazała się  relacja z dziewczyną- przez kłótnie i rozstanie tak zniżyłem się duchowo, że stwierdziłem, że Boga nie ma, bo przecież nie widziałem jego miłości… Do Boga zaczęła mnie ciągnąć stara koleżanka z Oazy, ale moment w którym Bóg pokazał, że mam się obudzić nastąpił 3 tygodnie później, na jednej z imprez z „przyjaciółmi”-  wtedy otrzymałem od Niego sygnał, aby się ocknąć i wrócić jak syn marnotrawny. Na tej imprezie dostałem sierpowego w twarz. Poprzez to jedno zdarzenie Jezus uświadomił mnie, żebym się opamiętał. To był początek nowego życia; oddalenia ode mnie problemów, które mnie pognębiały; zerwania relacji z ludźmi, którzy ciągnęli mnie na dno. Tydzień po tych wydarzeniach przyszedłem na Oazę i widziałem Boga w mojej rodzinie- Ruchu Światło- Życie. W momencie gdy tam przyszedłem, poczułem, że od tego momentu „Duch Pański ogarnął Dawida” (1 Sm 16, 13). Chwała mojemu Panu i Zbawicielowi, który wszedł w moje życie, jest do teraz i będzie. Amen.”

Dawid Turek

Comments are closed.